...bo lubię piec!
piątek, 25 lutego 2011

Wielkimi krokami zbliża się tłusty czwartek... obiecałam sobie, że ze smażeniem pączków wytrzymam do TEGO DNIA, ale przed zrobieniem faworków nie mogłam się powstrzymać ;). I dobrze, bo dzięki temu mogę Wam polecić przepis na chrusty znaleziony u Moniki. Chrupiące, delikatne, cieniutkie... To jeszcze nie jest mój ideał, ale bardzo mi smakują.Na pewno nie będziecie zawiedzeni! :)

FAWORKI

cytuje za M., w nawiasach są moje uwagi

(zrobiłam faworki z połowy porcji składników i uzyskałam 3 talerze faworków, poniżej proporcje M.)

3/4 kg mąki pszennej
12 żółtek
6 łyżek śmietany
1/3 szklanki wódki

do smażenia - ok 2.5 kostki tłuszczu (ja zawsze smażę faworki na oleju)
do posypania cukier puder wymieszany z cukrem z wanilią

Szybko w mące zagniatamy żółtka, następnie wrabiamy po łyżce śmietany i podlewamy wódką.
Ciasto wyrabiamy mocno i dość szybko.
Kiedy jest już połączone, w miarę elastyczne - zaczynamy przepuszczać przez wałek maszynki do makaronu. Kilkakrotnie - widać jak ciasto zaczyna się wygładzać i staje się zupełnie jednolite. Ciasto, które nie jest wałkowane musi być zakryte - by nie wyschło.
Wałki przepuszczamy przez maszynkę ok. 10-12 minut, po czym rozwałkowujemy na cienkie wstęgi (nie mam maszynki do makaronu (jeszcze ;)!), więc pozostaje mi tylko ręczne wałkowanie...).
Te kroimy nożem w paski i nacinamy wzdłuż. Zawijamy do środka i układamy na ściereczce, przykrywając także ściereczką.
Smażymy w rozgrzanym tłuszczu, zrumienione odkładając na papier.
Posypujemy cukrem i jemy! ;)

przepis dodaje do karnawałowej akcji Małgo! :)

wtorek, 22 lutego 2011

Takie właśnie cudeńka udało się nam wyczarować :). Poniżej widzicie 30 zdjęć uczestniczek akcji "International Pizza Day", edycji 2 (9 lutego 2011). Kiedy nakierujecie kursor na zdjęcie i poczekacie chwilkę, pojawi się opis pizzy z informacją, kto owe cudo przygotował. Aby zobaczyć przepis na blogu autora wystarczy kliknąć na wybrane zdjęcie :).

 

Baaaardzo Wam dziękuje za liczny udział w akcji, mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się co najmniej w tym samym (albo i większym!) gronie. Pozostaje mi tylko życzyć... smacznego ;)!

Ps. Jeżeli zauważycie jakieś błędy lub kogoś pominęłam- proszę o informację!

Ps 2. Kolejność zdjęć i wymienionych osób jest zupełnie przypadkowa! :)

Kolejny pyszny bochenek wykonany wg przepisu z bloga Tatter. Smakuje jak typowy chleb pszenny na zakwasie- ot, kanapkowy ;).

Proporcje na 1 bochenek:

0,5 kg mąki pszennej chlebowej

30 g mąki pszennej razowej

30 g mąki żytniej razowej

340 g wody

150 g pszennego zaczynu zakwasowego 100 % (zawsze używam swojego "zakwasu żytniego z domieszką pszenną" ;), czyli zakwasu żytniego dokarmianego od czasu do czasu mąką pszenną)

12 g soli

2.5 g drożdży instant (opcjonalnie), ja dodałam 5 g świeżych drożdży

 

Mąki wsypać do dużej miski, wlać wodę i dokładnie wymieszać. Miskę przykryć szczelnie folią, zostawić na 20 minut. Dodać zaczyn, drożdże i sól, wymieszać i zagnieść gładkie ciasto o średnio rozwiniętym glutenie. Zostawić do wyrośnięcia na 90 minut, składając w tym czasie 3-krotnie (co 30 minut).

Wyrośnięte ciasto zagnieść, uformować kulę i zostawić na 15 minut. Uformować owalny bochenek, ułożyć na blacie gładką stroną do góry, posypać mąką i wałkiem wcisnąć wgłębienie wzdłóż bochenka. Powstały krater poszerzyć (rozwałkowując ciasto), zawinąć obie części chleba do środka, aby się stykały. Zostawić do wyrośnięcia w koszyku (kraterem w dół), zostawić do wyrośnięcia na 2 h.

Nagrzać piekarnik do 250 stopni, włożyć chleb i natychmiast zmniejszyć tepm. do 230 stopni. Piec ok. 30 minut.

sobota, 12 lutego 2011

Naczytałam się o makaronikach wiele...  -że kapryśne, trzeba być uwaznym przy ich robieniu, ważne są proporcje, a nawet to, ile razy wymieszamy masę szpatułką ;). Napatrzyłam się na przełożone dowolnie migdałowo-bezowe ciasteczka z uroczymi "stopkami" i po prostu musialam je zrobić! Nie zraziły mnie nawet uwagi w stylu "za słodkie", "sam cukier", "nic wyjątkowego". Bo jak coś tak pięknego, może być czymś niewyjątkowym? ;). I wiecie co? Makaroniki są banalne do zrobienia! A smakują wybornie! Już dawno nie jadłam czegoś tak pysznego. Moja rodzina chyba nie do końca podziela moje zamiłowanie do makaroników (bo są bardzo słodkie, ale migdały i gorzka czekolada równoważą ich słodycz), ale dla mnie to prawdziwe pyszności.

Makaroniki nie smakują jak bezy. Mają chrupiącą skorupkę z zewnątrz, a w środku są mięciutkie, wilgotne, migdałowe. Myślę, że trudno sobie wyobrazić ten smak, jeżeli się wcześniej ich nie próbowało. Bardzo polecam!

Proporcje składników według  Felluni. Ja nieznacznie zmieniłam i uprościłam sposób przygotowania ( a właściwie starałam się to zrobić...). Skróciłam też przepis, żeby był bardziej czytelny. Oryginał znajdziecie u autorki.

Kawowe makaroniki z czekoladą

Składniki:

makaroniki:
100g białek (mniej więcej 3)
40g drobnego cukru
200g cukru pudru
120g mielonych migdałów (bez skórki, można zmielić płatki migdałowe)
1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej

krem czekoladowy:
100g czekolady
kilka łyżek śmietanki albo mleka
ewentualnie trochę rumu lub pasującego likieru

Przygotowanie:
Makaroniki: Białka trzeba rozdzielić od żółtek minimum 24 h (do 3-5 dni) przed robieniem makaroników. Wg różnych źródeł- należy je trzymać w lodówce i wyjąć z niej wcześniej, żeby się ogrzały do temp. pokojowej, albo zostawić na blacie (bez lodówki). Ja odważnie wybrałam tą drugą opcję. Białka stały w temp. pokojowej ok. 2 dni- makaroniki wyszły wspaniałe, a ja nie odczułam negatywnych skutków tego działania ;)

Migdały zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze/ młynku na drobny proszek.

Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać (na sztywno). Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać.

Najważniejszy moment ;): do piany wsypać migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszać wszystko razem łyżką/ łopatką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy.

Przełożyć masę do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką (lub foliowego woreczka z odciętym rogiem) i wyciskać (na blachę wyłożoną specjalną folią do wielokrotnego użytku lub papierem do pieczenia) kułeczka o średnicy ok. 2-3 cm, w odstępach ok 3 cm. Z tych proporcji uzyskamu 2 blachy pojedynczych "talerzyków". Blachą (ułożoną poziomo) uderzyć o miękką powierzchnie (można kilka razy), żeby makaroniki lekko się rozpłynęły na równe, gładkie kułeczka. Odstawić blachy z ciastkami na ok. 1 h, do obeschnięcia. Po tym czasie powinna się wytworzyć na nich charakterystyczna skorupka (po dotknięciu opuszkiem palca wierzch jest gładki i nie klei się). Ciasteczka należy piec w ok. 140- 160 stopniach przez ok. 15 minut. Ja piekłam z termoobiegiem, w temp. ok. 150 stopni przez 13 minut.

Krążki odklejać od papieru dopiero kiedy wystygną.

Krem czekoladowy: czekoladę roztopić w kąpieli wodnej z kilkoma łyżkami mleka.
Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami.

Można jeść od razu, ale najlepiej smakują kolejnego dnia. Smacznego!

piątek, 11 lutego 2011

 

Kolejny Dzień Pizzy już za nami. Tym razem przygotowałam calzone, czyli pizzę- pieróg. W mojej ulubionej pizzerii nazwano ją "ufo" i chyba coś w tym jest ;). Zdecydowanie daleko mojej pizzy do ideału, w kwestii wyglądu, ale smakuje wyśmienicie (ach, ta skromność... ;)) ;D...

Calzone

proporcje na 3-4 (duże) pierogi:

ciasto:

600 g mąki

1,5- 2 szklanki wody

2 płaskie łyżeczki soli

30 g drożdży

3 łyżki oleju

2 łyżeczki cukru

 

Drożdże rozpuścić w wodzie, dodać do mąki i pozostałych składników. Wyrobić gładkie, dosyć luźne ciasto. Odstawic do podwojenia objętości na ok. 1 h. (Jeśli zależy Wam na czasie, można włożyć miskę z ciastem do piekarnika nagrzanego do 40 stopni- wyrośnie szybciej).

Farsz:

dowolny, ale ja lubię taki zestaw:

mięso mielone

papryka czerwona

cebula

pancetta

ser (żółty lub mozarella)

ketchup

ostry sos pomidorowy

olej do smażenia

 

Mięso doprawić, podsmażyć na patelni aż zmieni kolor. Dolać 2 szklanki wody i gotować (bez przykrycia), aż woda całkowicie wyparuje. Smażyć jeszcze przez kilka minut.

Cebulę pokroić w piórka, podsmażyć przez ok. 10-15 minut, na końcu dodając pancette.

Przygotowanie:

Ciasto podzielić na 3-4 części (w zależności od tego, jak duże mają być pierogi). Każdą porcję ciasta rozciągnąć lub rozwałkować na kształt koła. Połowę blatu posmarować ketchupem i kilkoma kroplami sosu, nałożyć podsmażone mięso, cebulę z boczkiem i pokrojoną w cienkie plastry paprykę. Na wierzchu ułożyć plastry sera i zawinąć pozostałą część ciasta sklejając ze sobą brzegi. Włożyć do nagrzanego do 230 stopni piekarnika, piec ok. 10-30 minut.

 

Ps. Podsumowanie ukaże się już niebawem. Na wasze wpisy i e-maile czekam do poniedziałku :). Majanko, liczę na Ciebie! ;)

 
1 , 2
Durszlak.pl