...bo lubię piec!
wtorek, 28 sierpnia 2012

 Wreszcie jestem :). Zawsze w czasie wakacji mam wyrzuty sumienia, że nie umieszczam nowych notek, jednak te dwa wyjątkowe miesiące rządzą się swoimi prawami. Dzięki wakacyjnej przerwie wracam zawsze z jeszcze większymi chęciami do prowadzenia bloga, szczególnie, że zaglądacie tutaj nawet jeśli się nie odzywam :). Zapraszam Was na "nowy sezon", mam nadzieję, że będzie przynajmniej równie smakowity jak poprzednie, chociaż dla mnie znacznie bardziej pracowity... Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki za ten (baaardzo ważny) rok i pieczcie jak najwięcej (nie zapominając o odwiedzeniu siłowni lub włączeniu DVD z porządnym cardio od czasu do czasu ;)) :D!

 Już niedługo pokażę Wam banalną metodę pieczenia chleba w żeliwnym garnku (którą stosuje z powodzeniem mnóstwo blogerów i domowych piekarzy, głównie za sprawą Jim'a Lahey'a) i mam nadzieję, że "zarażę" pasją pieczenia chleba przynajmniej część z Was :). Tym razem będzie naprawdę łatwo, szybko i ... bez brudzenia rąk! 

 

Pozdrawiam, A. :)

czwartek, 12 lipca 2012

 Pobijam rekordy w noszeniu ciężarów. Żadna siłownia nie jest mi potrzebna, żadne diety, liczenie kalorii, głodówki, czy nadmierne ilości wody. Wystarczy, przewrotnie, miłość do sezonowego(!) jedzenia ;). Niemal codziennie przynoszę do domu ogromne ilości warzyw i owoców.. do tego mięso i "dodatki" (czyli drobne zakupy spożywcze) na obiad. Wzbudzam niemałą sensację, a nawet odważę się stwierdzić, że podziw, kiedy objuczona niczym bawół (spróbujcie to sobie wyobrazić ;)) przechadzam się po rynku lub wracam do domu :D... 

 Wyjątkowo pierwsze tygodnie wakacji spędzam w domu bo..... jeżdżę! Bójcie się więc przechodnie, kierowcy i przypadkowe obiekty, niestraszne mi żadne przeszkody, a "L-ka" na dachu jedynie umacnia w stanie niepewności i zawirowań za kółkiem ;). Mam nadzieję, że już niedługo nie będę musiała martwić się zbyt ciężkimi zakupami ;D.

 Dzisiaj postanowiłam otworzyć jednodniową szkółkę kuchenną i nauczyć się gotować zupy.. a że u mnie wszystko odbywa się hurtem, od razu ugotowałam kilka. Mogłabym wykarmić całe wojsko,a sama za owymi nie przepadam, więc jeśli macie pomysł na przetworzenie nadmiernej ilości rosołu <nie na inną zupę ;)>-będę wdzięczna. Jednak clou programu jest kurczak. Uściślając- piersi. Wszelkie nadzieję zobaczenia tychże musicie porzucić jednak w kąt, bo zdjęcia zrobić nie zdążyłam. Nie od dziś za to wiadomo, że jeżeli pada zdanie "nie zdążyłam zrobić zdjęcia" oznacza to mniej więcej tyle co- "róbcie czym prędzej, to jest taaaaakie pyszne <i zniknęło zanim pomyślałam o aparacie>!" ;). Przepis bez przepisu, ale efekt naprawdę wspaniały. Przypomina w znacznym stopniu kurczaka z "jedzeniowej sieciówki", ale nie musicie się martwić o e-dodatki. Warto zjeść :D

 

Piersi kurczaka a'la KFC

 

- piersi pokrojone na kawałki dowolnej wielkości

- mąka, jajko, mleko (na ciasto naleśnikowe)

- dowolne przyprawy (papryka, cayanne, sól)

- płatki kukurydziane 

- olej do smażenia

 

 Kawałki kurczaka usmażyć na suchej patelni (aż zetną się z wierzchu i nie będą surowe, nie powinny zmienić koloru) lub ugotować. Z mąki, jajka i mleka zrobić gęste ciasto "jak na naleśniki". Płatki kukurydziane wsypać do woreczka i zgnieść je za pomocą wałka. Piersi przyprawić, każdy kawałek mięsa moczyć w cieście i obtaczać w płatkach. Smażyć na niewielkiej ilości oleju aż do lekkiego zrumienienia panierki. Smacznego!

niedziela, 03 czerwca 2012

 Lubię szparagi za ich wygląd. Cienkie, długie łodyżki ukoronowane kruchym "kwiatem" kojarzą się z wiosną i na dobre rozpoczynają "targowe łowy". Jednak w ciągu krótkiego sezonu wystarczy mi kilka pęczków, nie muszę ich jeść na obiad, śniadanie i kolację. Co roku szukam nowego pomysłu na ich przyrządzenie, a wygrywa najprostszy- smażenie.

 Nie mam pojęcia dlaczego utarło się, że szparagi należy gotować, skoro rzeczywistej pełni smaku nabierają smażone lub pieczone. Są wtedy jednocześnie kruche, delikatne i przepełnione aromatem. Doskonałe. Jeśli jeszcze nie próbowaliście przyrządzać szparagów w ten sposób jeszcze zdążycie, to ostatni dzwonek! :)

Smażone szparagi z pancettą

- szparagi (zielone są najłatwiejsze w obróbce i najdelikatniejsze)

- pancetta (ok. 125 g na pęczek szparagów)

- sól

 

 Szparagi umyć i odciąć zdrewniałe końcówki. Rozgrzać patelnię i podsmażyć na niej pancettę, zdjąć mięso z patelni. Na pozostałym tłuszczu smażyć szparagi przez około 6-10 minut w razie potrzeby dolewając trochę oliwy do smażenia. Ułożyć szparagi na talerzu, pancettę podgrzać przez chwilę na patelni i dodać do szparagów. Smacznego.. :)

sobota, 02 czerwca 2012

 

 Proziaki to podkarpackie placki smażone dawniej na rozgrzanej metalowej płycie. Swoją nazwę zawdzięczają dodatkowi prozy, czyli sody.

 Znalazłam je przez przypadek lustrując otchłań internetu i.. zostałam oczarowana :). W końcu to jeden z tych przysmaków, które można zrobić kiedy lodówka świeci pustkami, a my nie mamy ochoty iść do sklepu. Albo po prostu potrzebujemy chwili wytchnienia w kuchni.. Proziaki są kruche, mają coś wspólnego z podpłomykami i plackami, ale nie można ich zaliczyć do żadnej z tych kategorii. Przypominają kruche, miniaturowe chlebki i przede wszystkim- pięknie pachną! Smakują mi bez dodatków i ciepłe jem jako przekąskę (chociaż z masłem, dżemem, miodem lub masłem orzechowym to już niemal raj ;)!), albo na śniadanie. Lubią je też dzieci, bo moja 1,5 roczna siostra cioteczna zjadła całkiem sporą porcję, wyrywając proziaki z rąk swojemu kilkuletniemu bratu ;).

 

Proziaki:

-0,5 kg mąki

- 0,5 łyżeczki sody

- 200 g kefiru

- 1 jajko

- szczypta soli; cukier (ja lubię słodkie proziaki, więc dodaje około 2 łyżek cukru)

 

Przygotowanie:

Mąkę z sodą wymieszać, wlać kefir, wbić jajko i dokładnie wyrobić ciasto. Powinno być miękkie i niezbyt zbite. W razie potrzeby dodać trochę kefiru lub mąki. Ciasto rozwałkować na grubość około 0,5- 1 cm i wycinać foremką dowolne kształty. Można też po prostu pokroić ciasto na prostokąty. Rozgrzać na żeliwnej patelni niewielką ilość oleju i smażyć proziaki do zrumienienia z dwóch stron. Jeśli wolicie ograniczyć tłuszcz, można je też usmażyć na patelni teflonowej ;).

wtorek, 27 marca 2012

   

 KarmeLOVE! Słodkie, piankowe i niemal "takie jak ze sklepu" ;). 

 Wcale nie jestem fanką pianek, ale marshmallows lekko rozpuszczone w gorącym kakao to istny raj. Poza tym, zawsze marzyłam żeby je przygotować, więc kiedy w domu nie było praktycznie żadnych składników z których mogłabym zrobić  jakieś pyszne ciasto, a moje chęci do pokrzątania się w kuchni były ogromne, wyjęłam cukier, żelatynę.. i to właściwie wystarczy :). Spróbujcie! 

             

 

Marshmallows/blue/

 

- 180ml wody
- 2 łyżki żelatyny
- 2 szklanki drobnoziarnistego cukru
- 120ml b.zimnej wody
- olejek waniliowy
- barwnik spożywczy (opcjonalnie)

 Do miski wlewamy zimną wodę i rozpuszczamy w niej żelatynę. W garnku zagotowujemy 180ml wody, powoli wsypujemy (partiami) cukier i mieszamy aż do rozpuszczenia. Kiedy pojawią się bąbelki, zostawiamy garnek na ogniu jeszcze 15 minut od czasu do czasu mieszając. 
Zdejmujemy garnek z cukrem z ognia, włączamy mikser (w misce powinna być "papka" żelatynowa) i powolutku, cienką strużką wlewamy gorącą wodę z cukrem. Jeśli macie ręczny mikser to radzę uzbroić się w cierpliwość bo czeka Was ok 20 minut miksowania - w tym czasie ten przezroczysty płyn zamieni się w białą, puszystą masę. Po tym czasie można dodać olejek zapachowy i (opcjonalnie) barwnik. Jeśli masa jest bardzo gęsta - można wyłączyć mikser, jeśli nie - pomiksować jeszcze 5-10 minut. Kiedy jest gotowa wylewamy ją do przygotowanej formy, wyrównujemy szpatułką i odstawiamy do stężenia na minimum 6 godzin (a jeszcze lepiej na całą noc). Można formę włożyć do lodówki ale nie jest to konieczne, natomiast warto ją owinąć folią żeby wierzch nadmiernie nie wysechł. Wierzch można posypać mąką ziemniaczaną, żeby pianki nie były klejące.

Ps. Gotowałam <smażyłam?> cukier z wodą na dużym ogniu. Dzięki temu skarmelizował się i uzyskałam pianki karmelowe :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
Durszlak.pl